O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Jak żyć Słowem Bożym na co dzień? 24-26 stycznia 2020 - homil ...


Jak żyć Słowem Bożym na co dzień?
SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
24-26 stycznia 2020

 

W dniach 24-26 stycznia 2020 r. odbyła się sesja Szkoły Modlitwy Słowem Bożym: „Jak żyć słowem Bożym na co dzień?”. Spotkanie prowadzi Krzysztof Wons SDS - dyrektor CFD w Krakowie, kierownik duchowy i rekolekcjonista, wykładowca teologii duchowości, autor wielu publikacji w nurcie lectio divina [info o sesji - więcej].

Dziękujemy za modlitwę w intencji prowadzącego i uczestników dzieląc się nagraniami i tekstami homilii wygłoszonych przez duszpasterzy CFD.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie sesji *

---------------------------------------------------------------------

Potrzebujemy tego Towarzysza!
homilia – wspomnienie św. Franciszka Salezego, biskupa i doktora Kościoła, 24 stycznia 2020
[czytania z piątku 2. tygodnia okresu zwykłego – rok II]
1 Sm 24, 3-21; Ps 57, 2. 3-4. 6. 11; Mk 3, 13-19

NAGRANIE HOMILII Z 24 STYCZNIA 2020
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

„Jak żyć słowem Bożym na co dzień?”. Tytuł tej sesji, myślę, że wyszedł naprzeciw pytaniu, które w niejednym sercu wśród was albo we wszystkich sercach się zrodziło. Bo wszyscy, jak tu jesteśmy, spotkaliśmy się ze słowem Boga. Wszyscy staramy się Go słuchać podczas niedzielnych Eucharystii, a może i częściej. Ale każdy z nas doskonale wie, że relacja ze słowem Bożym, że słuchanie tego słowa, że przyjmowanie tego słowa nie jest takie proste. Dlaczego? Ponieważ jest ono związane w konsekwencji z życiem według tego słowa, a tu często pojawiają się schody. Bo słuchanie Słowa i przyjmowanie Go to taki etap, który - można powiedzieć ¬- nie jest trudny. Ale jest inny etap w słuchaniu i przyjmowaniu Słowa, [etap, do którego osiągnięcia, a mianowicie, jesteśmy zaproszeni], aby być Mu posłusznym. A więc jest taki etap, kiedy Słowo zaczyna ewangelizować nasze myśli, nasze uczucia, nasze pragnienia, nasze potrzeby, kiedy ono zaczyna ewangelizować naszą historię życia, kiedy ono czasem zaprasza do zmiany. I tu już nie jest takie proste to, by pozwolić temu Słowu, aby ono we mnie żyło, czyli aby ono przemieniało nasze życie.

Ten piękny obraz i podobieństwo, który każdy z nas otrzymał od Boga, właśnie dzięki spotkaniu z Jego słowem każdy z nas może na nowo odkrywać i zdumiewać się, przede wszystkim pięknem. Dlaczego? Dlatego, że Bóg, który mówi do człowieka, objawia mu najpierw swoje piękno. Objawia to, kim jest dla ciebie i dla mnie. On objawia ci również to, kim jesteś dla Niego (choć czasem trudno uwierzyć w to, jak Bóg na mnie patrzy, jak mnie traktuje, jak mnie przeżywa, jakim jestem dla Niego dla darem, że jestem Jego umiłowanym czy Jego umiłowaną). Tęsknota za spotkaniem się z taką prawdą, tęsknota za taką prawdą, jest w każdym z nas, ale grzech i jego skutki, które często osłabiły wiarę w to, co Bóg mówi do mnie i o mnie, stają na przeszkodzie; one często sprawiają, że trudno, że tak trudno jest wchodzić w relację z Bogiem i Jego słowem, bo trudno jest wierzyć Mu do końca; mało tego, trudno jest Mu zawierzyć siebie do końca. Ale kiedy potrafię, i mam tę łaskę, i proszę o nią, i Duch Święty do tego mnie uzdalnia, to zaczynam powoli odkrywać, co to znaczy żyć w świetle Jego słowa. Bo to ono mnie uczy „jak”. A wtedy wiadomo, że trzeba dokonać wyboru, że w swojej wolności trzeba dokonać wyboru, że trzeba zdecydować, czy chcę każdego dnia i w każdej chwili, czy pragnę, by ono było dla nas jedynym punktem odniesienia, bo czasem tych punktów odniesienia mamy dużo. Bóg posłał swego Syna po to, aby On był dla każdego z nas jedynym punktem odniesienia.

Każdy z nas został podarowany Bogu, każdy z nas został podarowany Jezusowi; słyszymy o tym dzisiaj. Każdego On wybrał i powołał, abyśmy „byli z Nim”. Co to znaczy „być z Nim”? Czy wystarczy się ochrzcić? To za mało. Czy wystarczy być do Komunii? To za mało. Czy wystarczy być u bierzmowania i „mieć kartkę”? To za mało. Wiemy, że to nie wystarczy. Być z kimś, być i trwać w tej bliskości, to jest wyzwanie! Dbać o więź z Tym, którego dał mi Bóg, który mnie powołał i wybrał, to jest niesamowita droga! Droga trudna, droga zostawiania siebie, by być „dla”. Uczniowie będąc wybranymi i powołanymi przez Jezusa, stając przy Nim, będą się tego uczyć; i my też [będziemy się tego uczyć] bez względu na to, ile mamy lat. Otrzymując od Boga tak wielki dar, będąc wybranym, i w Jezusie mogąc to ciągle odkrywać – to jest wielka łaska!

Ten, który wybrał i powołał każdego z nas, pragnie, abyśmy Mu towarzyszyli. Z doświadczenia życiowego wiemy, jak trudno jest towarzyszyć, jak trudno jest towarzyszyć z miłością drugiemu człowiekowi, od najmłodszych lat przez różne, dobre i trudne, wydarzenia życiowe, jak trudno jest z miłością towarzyszyć. Dlatego potrzebujemy, potrzebujemy tego najważniejszego Towarzysza w podróży, potrzebujemy Jego słowa. Potrzebujemy osobistego z Nim spotkania, potrzebujemy Jego słowa i Jego obecności, bo On będzie nas uczył „jak”, jak żyć, jak dobrze żyć, jak odkrywać sens życia i jego wartość, a przez to, jak stawać podobnym do Ojca, ukochanym i umiłowanym dzieckiem. Kiedy człowiek jest brzemienny Jezusem, jest w stanie towarzyszyć drugiemu człowiekowi w miłości i z miłością, pomimo i pośród zmagań ze złem.

Zanim jednak każdy z nas będzie w stanie towarzyszyć innym w duchu Jezusa Chrystusa, jest zaproszony, by odpowiedzieć [na Jego zaproszenie], by każdego dnia wybrać Go, by każdego dnia wybierać Go na nowo, by słuchać Jego słów. Każdy z nas w imionach [Dwunastu] może odnaleźć swoje imię i w ten dzisiejszy wieczór usłyszeć, jak Jezus jego/jej imię wypowiada, chcąc, abyś zechciał i abyś zechciała do Niego przyjść, spotkać się z Nim twarzą w twarz, pobyć z Nim, otworzyć się na Niego, otworzyć się na Jego pokorną obecność w tej kruszynie chleba i w tym kruchym słowie, by po prostu adorować Go, a przede wszystkim, by wsłuchiwać się w Jego słowo, poprzez które On chce stawać się w nas ciałem i czynić nasze życie pięknym. Bo piękno jest w nas, bo Bóg jest piękny! I w Jezusie, swoim Synu, zawsze będzie nam o tym mówił i przypominał. A tam, gdzie to piękno zostało zranione, tam gdzie to piękno zostało okaleczone, tam gdzie to piękno zdeptane przez szeroko pojęte zło, tam również On jest z nami, bo Ten, który człowieka wybiera i powołuje, nigdy się człowieka nie wyrzeka; nigdy nie wyrzeka się żadnego dziecka. Przypomina nam o tym Jego krzyż i Jego zmartwychwstanie. Bo nie ma takiej śmierci, w której On by opuścił swojego ucznia czy swoją uczennicę.

Usłysz dzisiaj swoje imię, które Jezus wypowiada w tej świątyni! Usłysz tak jak uczniowie i odpowiedz w swoim sercu! A jeśli trudno ci będzie odpowiedzieć, to proś Ducha Świętego, aby ci pomógł dzisiaj, jutro i każdego dnia… Bo Miłość, która nas wybrała, zawsze będzie czekać; będzie czekać tak długo aż będziesz w stanie przyjść do Niej; aż będziesz w stanie po raz kolejny na Nią się otworzyć i ucieszyć się darem komunii.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – święto Nawrócenia św. Pawła Apostoła, 25 stycznia 2020
Dz 22, 3-16; Dz 9, 1-22; Ps 117, 1-2; Mk 16, 15-18

NAGRANIE HOMILII Z 25 STYCZNIA 2020
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

………

Piotr Stawarz SDS

---------------------------------------------------------------------

Bogu wystarczy mały skrawek, by tam rozpocząć zasiew
homilia - 3. Niedziela Zwykła (rok A), 26 stycznia 2020
Iz 8, 23b – 9, 3; Ps 27, 1bcde. 4. 13-14; 1 Kor 1, 10-13. 17; Mt 4, 12-23

Kiedy rozpoczynaliśmy drogę w czasie tych dni, w czasie których chcieliśmy, aby słowo Boże uczyło nas, jak przeżywać codzienność w Jego rytmie, wtedy na początku nas zaskoczyło. Przywołaliśmy obraz, z którego chętnie korzystał Jezus: obraz ziarna. Słowo Boga jest jak ziarno. Ta niezwykła i tak tajemnicza rzeczywistość materialna na tej ziemi kryje w sobie ogromny potencjał życia. Może nakarmić cały świat i może przygotować nasze życie na wieczność, a jednocześnie pozostaje ziarnem, kruchym, delikatnym. Można je podeptać, zniszczyć, nie zauważyć. Słowo Boga jest Miłością i dlatego nie boi się słabości, ale pozostaje pełne mocy. Mówię o tym, bo znowu usłyszałem o tym w dzisiejszej Ewangelii. Nie zastanawia was, dlaczego Jezus, który przychodzi zbawić cały świat, który chciał nakarmić miłością Ojca cały świat, rodzi się w Palestynie, w miejscu, pamiętajmy o tym, o którym wielu w ówczesnym świecie nie miało pojęcia? Co więcej rodzi się w miasteczku Betlejem, w stajni. A potem, kiedy rozpoczyna swoją misję, dlaczego nie rozpoczyna jej w Jerozolimie? To było przecież miejsce strategiczne dla ewangelizacji. Tam krzyżowały się wszystkie najważniejsze drogi pielgrzymie tych, którzy przychodzili do świątyni Jahwe; a przychodzili tam także z zagranicy, z diaspory. To było doskonałe miejsce na ewangelizację, by wszyscy, a przynamniej ci, którzy się tam znajdowali, dowiedzieli się o Jego Ojcu, o Słowie życia. Tymczasem On spędza czterdzieści dni na pustyni w Judei i uchodzi do Galilei, do miejsca w opinii Judejczyków sponiewieranego. „To Galilea pogan” – cytowali Izajasza. „To lud siedzący w ciemności i w grzechu. To ludzie, którzy nie pozostali, jak my [Judejczycy], wierni Bogu do końca”. Tam Jezus rozpoczyna głoszenie królestwa Ojca wtedy, kiedy Jan jest już wydany, a Jezus wiedział, że jest to zapowiedź Jego wydania. To wszystko wydaje się takie kruche i takie wątłe! Jezus idzie na margines ludzkiego życia, wchodzi do Kafarnaum, - o którym wielu kompletnie nie miało pojęcia, że taki punkt na mapie geograficznej istnieje -, i tam rozpoczyna zasiew ziarna Królestwa. To mnie uczy pokory. Bogu wystarczy mały punkt w moim życiu, mały skrawek. Jemu wystarczy małe miejsce, nawet to w oczach wielu bardzo pogańskie, mroczne z powodu grzechu, by tam rozpocząć zasiew swojego królestwa, bo moc jest w Jego ziarnie, w Jego słowie, a nie we mnie. Ale prosi o jedno: prosi, byśmy się otworzyli na Jego słowo!

I wtedy, kiedy czytałem tę stronicę otworzyła się przede mną inna stronica, stronica z życia wspólnoty Mateusza. To jest dosyć intrygujące. Warto tak czytać święty tekst, by pamiętać o tym, że za każdą stronicą zapisaną kryje się jakaś inna stronica z życia wspólnoty, do której Ewangelista, który najpierw był pasterzem wspólnoty, pisał pod natchnieniem Ducha. Co to za wspólnota? Wielu dzisiaj twierdzi, także powołując się na wersety z Ewangelii wg Mateusza, że ta wspólnota rodziła się w Syrii, w dzisiejszej Turcji, w Antiochii Syryjskiej, czterdzieści kilometrów od Morza Śródziemnego, nad rzeką Orontes. Antiochia Syryjska była wtedy centrum handlowym, politycznym i kulturalnym starożytnego świata w tamtym rejonie. Niezwykła potęga. To było miasto ogromne, jak na tamte czasy; kosmopolityczne. To miasto, mówią niektórzy, liczyło od stu pięćdziesięciu do dwustu tysięcy mieszkańców. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że są przecież milionowe miasta, ale wtedy było to jak [dzisiejsze] milionowe miasto. A jeszcze miało około dwustu tysięcy niewolników. W tym mieście była duża, pięćdziesięciotysięczna diaspora Żydów. I wyobraźmy sobie, że na tym morzu, - a może trzeba powiedzieć: na tym oceanie -, pogańskiego świata, w tej „Galilei pogan” zostało zasiane ziarno. Niektórzy uważają że wspólnota Mateuszowa, ta pierwsza wspólnota chrześcijańska (to w Antiochii nazwano po raz pierwszy wierzących „chrześcijanami”; być może i tam mówili o nich „żyjący” - gr. „zontes”, o czym wspominaliśmy) mogła liczyć, niektórzy mówią, około dwustu osób; niektórzy mówią, że - tysiąc, a niektórzy mówią, że była to „łupinka”, nawet konkretną liczbę podają, że ta wspólnota liczyła dziewiętnaście osób. I zaczynamy rozumieć, dlaczego Mateusza tak rozpoczyna pisanie o działalności Jezusa.

Łukasz by powiedział: „Nie bój się mała trzódko!”. „Jesteś, jak łupinka na oceanie pogańskiego świata, ale w ziarnie w tej ziemi, którą jest twoja wspólnota, kryje się potencjał życia”. Jezus głosi życie z mocą! Popatrzmy, my wiemy, jakie świadectwo wiary przetrwało dla nas i dotarło do nas z Syrii aż do dnia dzisiejszego. Tam są pierwsze świadectwa życia chrześcijańskiego w tym rejonie ziemi. Wiara tamtych ludzi przetrwała - przez to piekło, które się dzisiaj dzieje w Syrii - do dzisiaj. Jaką moc ma Słowo! A wobec świata nadal może się wydawać głupie. Dlaczego o tym mówię? Bo wracamy do naszych domów. Być może ktoś ma poczucie, że wraca do tego swojego skrawka życia, gdzieś na jakiś margines życia. „Któż o tym wie, co się dzieje w moim życiu?”. Wydaje się, że dla wielu się ono nie liczy. Nikt mnie nawet nie pyta, co się u mnie dzieje, jak ja przeżywam moją codzienność. A być może dla wielu to, co robię i to, jak żyję i moje wartości chrześcijańskie i to, że wierzę w Boga, nie ma najmniejszego znaczenia. A może nawet wiem, że jeśli się z kimś podzielę, jak spędziłem te ostatnie dni tutaj, to może nawet mnie wyśmieje; pomyśli, że nie mam co z czasem robić albo że oszalałem. Coraz więcej jest takich punktów w naszym miejscu życia, które przypominają „Galileę pogan”.

Ale pociechą wielką jest to, że Jezus wybiera także te miejsca najmniejsze, które wydają się tak kruche, tak niewidoczne i ukryte dla świata, o których inni mówią: „To marne miejsce, nie zasługuje na uwagę. Tam się niewiele dzieje”. Drodzy, jest jakaś logika w Jezusowym głoszeniu Ewangelii, która przekracza ludzkie myślenie. To, co najważniejsze i co zabieracie ze sobą do domu, to przekonanie, że słowo Boga, które was karmiło, ono ma moc! Nie ważne jest nawet to, co dzieje się na zewnątrz. Nie ważne jest, jakie to ma znaczenie w oczach tego świata. To, co najważniejsze, dokonuje się w momencie, kiedy przyjmujesz Słowo. Tak się zaczyna królestwo Boże. „Ono jest pośród was” – powiedział Jezus. Ono jest tutaj, nie gdzieś tam! Pomyśl więc, że tam, gdzie wracasz, możesz w tym małym skrawku ziemi przeżywać królestwo Boże, królestwo pokoju, królestwo miłości. Świat może nie będzie miał bladego pojęcia o tym, co się dzieje w twoim życiu. Być może będzie się tylko dziwił, że w tobie jest więcej pokoju, więcej rozwagi, więcej szacunku dla drugiego człowieka, więcej cierpliwości. Być może będzie się dziwił, że nie odpowiadasz przemocą na przemoc, że twoje myślenie („jak oni to mówią? ewangeliczne?” – będą pytali) jest ewangeliczne. Może nie będą wiedzieli, co to oznacza, ale będą widzieli, że twoje życie jest inne. Być może ktoś wyśmieje, popatrzy ze zdziwieniem… Ale ja zawsze sobie mówię, że odejdzie i zacznie o tym myśleć. Jak pewna osoba, która dzieliła się ze mną, że kiedy przyznała się komuś, że jedzie na rekolekcje na przełomie roku, myślała, że tamta ją wyśmieje, a tamta z zazdrością popatrzyła na nią mówiąc: „Wiesz, ja też bym bardzo chciała”. Tyle jest pragnień ukrytych w ludzkich sercach, o których Jezus wie, że być może są jak „Galilea pogan” i właśnie tam chce dotrzeć.

Są takie trzy słowa, które wydają mi się kluczowe i nimi kończę, a które możemy zabrać ze sobą. Są one jak zasiew słowa Bożego przez Jezusa w naszych sercach. Mateusz używa tych słów niejednokrotnie. Pierwsze słowo to gr. „didasko”, od którego pochodzi nasze „nauczać”. Ale co to oznacza, że Jezus „naucza”? Oznacza dla Hebrajczyka, że wyjaśnia, że tłumaczy, jak wtedy, kiedy w synagodze ktoś po odczytaniu Tory bierze później do ręki Proroków albo księgi mądrościowe i zaczyna nimi wyjaśniać to, co zostało w Torze przeczytane. To znaczy, że Jezus będzie ci wyjaśniał słowo. Bądź spokojny! Da ci to światło! Więcej, będzie ci wyjaśniał to słowo dzisiaj! Będzie ci mówił, co to słowo oznacza dzisiaj w twoim życiu! Jezus zawsze głosi słowo tak, że będzie ono dla ciebie jasne i zrozumiałe. Musisz tylko nauczyć się słuchać i czytać, nie tylko jedną stronicę i nie tylko – używając języka i mentalności Hebrajczyków – Torę, ale i Proroków, ale i księgi mądrościowe, ale i Ewangelię. I nagle zaczniesz widzieć, że słowo wyjaśnia ci słowo! I będzie dla ciebie jasne to słowo na dzisiaj.

A potem drugie określenie, które z chęcią używa Mateusz: Jezus „głosi”. Tutaj pojawia się znane nam gr. „kerysso”, od którego pochodzi gr. „kerygma”. Ale co to oznacza, że Jezus „głosi”? To On jest Kerygmą! Czyli On nie tylko wyjaśnia słowo, ale On słowo uosabia. On jest Słowem! On uobecnia Słowo! Czytasz słowo i On – Jezus żywy – jest obecny w twoim życiu, tak jak teraz jest przy stole Słowa i za chwilę przy stole Eucharystii. Najbardziej będziesz tego doświadczała w czasie Eucharystii, bo wtedy Słowo się wydarza, uobecnia, staje się Ciałem. Ale Eucharystia będzie ci przypominała, że za każdym razem, kiedy z wiara i miłością czytasz słowo, On jest, On się uobecnia w twoim życiu. To On jest Ewangelią! To On jest Słowem! Słowo nie jest jakimś pojęciem czy abstrakcyjnym stwierdzeniem. Ono jest Osobą, która cię kocha, która za ciebie życie oddaje, która cię zbawia! Tak będzie ci głosił słowo, ilekroć będziesz otwierać Biblię.

I wreszcie: „therapeuo”, od którego pochodzi nasze: „terapia”. Jezus „leczy”, leczy wszelkie choroby. Kochani, Jego słowo będzie nas uzdrawiało! Będzie uzdrawiało nasze myślenie, nasze serca, nasze dusze! Będzie uzdrawiało nasze życie! I byśmy nie mieli wątpliwości Mateusz napisał, że Jezus „obchodził całą Galileę” i leczył „wszelkie choroby i wszelkie słabości”. Nie zapomniał o twoim miejscu. Zna twój adres. Wie, gdzie mieszkasz. Zna twoje troski, prace i radości. On już jest tam, gdzie ty dopiero dotrzesz. Czeka ze swoim słowem, by ci je wyjaśnić, by je głosić i uosabiać, by cię nim dotykać i uzdrawiać. Z taką wiarą będziemy teraz powoli przechodzić od stołu Słowa do stołu Eucharystii, by mógł dotknąć naszych serc i je uzdrawiać.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
* tytuły homilii pochodzą od redakcji;

w tekstach spisanych z nagrania,
zachowano styl języka mówionego;
---------------------------------------------------------------------

Polecamy! 

KONTAKT ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl