O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   







  Czy Jezus Chrystus jest samym centrum mojego życia?


Dzieje Apostolskie. Księga o nadziei Kościoła
XV DNI DUCHOWOŚCI BIBLIJNEJ
8-11 listopada 2018

zapowiedź sesji >>>

nagrania konferencji >>>

Czy Jezus Chrystus jest samym centrum mojego życia?
homilia ks. prof. Waldemara Chrostowskiego

czwartek 31. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 8 listopada 2018
Flp 3, 3-8a; Ps 105, 2-3.4-5.6-7; Łk 15, 1-10

Moi drodzy! Rozpoczęliśmy dzisiejszą Mszę świętą od nawiązania do naszej ojczyzny i do tego, że zwłaszcza w tym czasie potrzebuje ona bardzo wiele modlitwy. Potrzebowała jej przez sto dwadzieścia trzy lata, kiedy nie mieliśmy niepodległości, suwerenności politycznej, ale potrzebuje jej również dzisiaj, sto lat po odzyskaniu niepodległości, kiedy mamy niepodległość, ale jednocześnie dręczą nas i wyniszczają bardzo głębokie podziały. Te podziały przenoszą się również do Kościoła na rozmaite sposoby.

Dzisiejsze pierwsze czytanie, wyjęte z listu św. Pawła Apostoła do Filipian, przypomina nam, że podziały w Kościele nie są czymś absolutnie nowym. Przypomina nam, że one istnieją od samego początku istnienia Kościoła i od samego zarania głoszenia Ewangelii. O jednym z takich głębokich podziałów mówi dzisiejszy list do Filipian, list napisany do wspólnoty, z którą św. Paweł utrzymywał bardzo bliskie i serdeczne więzi. Kiedy apostoł pisze ten list, przebywa w więzieniu, a właściwie w areszcie domowym, trwającym dwa lata, w Cezarei Nadmorskiej. Stamtąd miał być wkrótce wywieziony do Rzymu. Utrzymuje kontakty z tymi Kościołami, które założył i oto dowiaduje się, że w jednym z nich, położonym w Filippi, na terenie Europy, w dzisiejszej Grecji, powstał spór; powstały napięcia. Czego one dotyczyły? Pojawiły się one wśród pierwszych chrześcijan pochodzenia żydowskiego, a więc wśród judeochrześcijan. Oni przyjęli Jezusa Chrystusa i wyznawali Jezusa Chrystusa, ale gdy zobaczyli, że do Kościoła wchodzą także dawni poganie i że obok judeochrześcijan są również poganochrześcijanie, zaczęli się domagać od tych drugich, żeby przeszli przez żydowskie obrzędy, a wśród nich ten, który najbardziej świadczy o żydowskości, mianowicie obrzezanie. Przyjęli chrzest, wyznawali Jezusa Chrystusa, ale jednocześnie postrzegali obrzezanie jako warunek zbawienia. I właśnie do nich zwraca się św. Paweł i im tłumaczy. Mówi: „My, chrześcijanie, wyznawcy Jezusa Chrystusa, jesteśmy ludem prawdziwie obrzezanym; obrzezanym nie tylko na ciele, tak jak wyznawcy judaizmu, ale obrzezanym przez chrzest w naszych sercach, w naszych sumieniach i w naszych wnętrzach. Dlatego, że tak jak tam fizycznie usuwa się cząstkę ludzkiego ciała, tak poprzez chrzest usuwa się to, co w człowieku złe, co niedobre, co gnuśne. My jesteśmy ludem prawdziwie obrzezanym, a więc ten spór nie ma sensu. Bo nie liczy się fizyczne obrzezanie, liczy się wiara w Jezusa Chrystusa”.

„My, którzy – wyjaśnia św. Paweł – sprawujemy kult w Duchu Bożym”. Pamiętajmy, że w tym czasie wciąż jeszcze istniała świątynia jerozolimska. To był 58 rok i jeszcze miała istnieć przez dwanaście lat. Jeszcze miały być składane krwawe ofiary w świątyni jerozolimskiej, a Paweł mówi: „To my, chrześcijanie, oddajemy prawdziwy kult, sprawujemy prawdziwy kult, czcimy Pana Boga, bo czcimy Go nie przez krwawe ofiary, nie przez krew zwierząt, ale w Duchu Bożym. Chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a nie pokładamy ufności w ciele”. Ten podział był wtedy bardzo głęboki. Ten podział groził rozbiciem Kościoła i w niektórych wspólnotach dochodziło do takiego rozbicia, a w przyszłości, już w czasach poapostolskich, rzeczywiście do niego doszło. I tu mamy ciekawy argument, ważny argument, bo Paweł powiada tak: „Chlubicie się wy, którzy pochodzicie z judaizmu; chlubicie się obrzezaniem, tym fizycznym i kładziecie na niego tak wielki nacisk. A przecież, ja – mówi o sobie – przeszedłem przez to wszystko, czym wy się chlubicie. Jeśli kto mniema, – napisał –, że może ufność złożyć w ciele, czyli jeżeli ktoś tak bardzo docenia obrzezanie, to – mówi – ja tym bardziej. Obrzezany byłem ósmego dnia po narodzinach. Pochodzę z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków; co więcej, faryzeusz; co więcej, prześladowca Kościoła. A więc, gdy chodzi o sprawiedliwość legalną pochodzącą z Prawa, byłem bez zarzutu. Jestem jak ci wszyscy, którzy chlubią się swoją żydowskością. Nawet byłem po tej drugiej stronie: prześladujących Kościół. Ale to wszystko, ze względu na Chrystusa, uznałem za stratę [można przetłumaczyć również: ‘za śmieci’]. Owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana. Tym, który się prawdziwie liczy, jest Chrystus! Nie obrzezanie; nie pochodzenie z pokolenia Beniamina; nie fakt, że jestem Hebrajczykiem; nie fakt, że byłem faryzeuszem ani w żadnym wypadku nie to, że prześladowałem Kościół! To wszystko przeszłość. Chrystus nadał nowe znaczenie, nowy sens mojemu życiu. Wszystko tamto uznaję za stratę”. Jakże głębokie przylgnięcie do Chrystusa!

Zwróćmy uwagę, że św. Paweł chce budować jedność Kościoła przypominając, że Chrystus jest najważniejszy. Jeżeli będziemy szukali innych fundamentów dla jedności Kościoła czy innych punktów odniesienia, to będziemy się kłócić, sprzeczać; będą napięcia i konflikty. Jeżeli nie Chrystus będzie w centrum życia chrześcijanina, będziemy zwaśnieni i poróżnieni. Będziemy dochodzili innych rzeczy, które uznajemy za ważne. A więc, budowanie jedności to przede wszystkim powrót wszystkich i każdego do Jezusa Chrystusa. Moi drodzy! Czy to nie jest nauka dla Kościoła, teraz, w naszym czasie, w naszej ojczyźnie? Czy nie jest tak, że powinniśmy my wszyscy, którzy stanowimy Kościół, mocniej, głębiej i pewniej przylgnąć do Jezusa Chrystusa? Czy nie jest tak, że powinniśmy odłożyć na bok wszystkie inne kryteria, kategorie, sposoby myślenia, wszystkie inne przywiązania, a zwrócić się ku Chrystusowi mówiąc, że „tamto wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana”? Czy rzeczywiście Jezus Chrystus jest w samym centrum wiary, pobożności i postępowania Kościoła? To jest sposobność do zrobienia rachunku sumienia. Ale rachunek sumienia ma to do siebie, że nie robimy go innym, ale sobie. Otóż, ten czas, który rozpoczynamy, jest dobrym czasem, żeby zastanowić się nad tym pytaniem, czy Jezus Chrystus jest samym centrum mojego życia? Czy On je buduje? Czy On stanowi jego spoiwo? Czy mogę powiedzieć, że wszystko inne uznaję za stratę? Ta odpowiedź musi być głęboko osobista, głęboko indywidualna. I dopiero wtedy – z osobistego nawrócenia do Chrystusa – wynika, buduje się i kształtuje jedność Kościoła. Inaczej być nie może. W przeciwnym razie zawsze do głowy będzie dochodziła pycha, egoizm, chciwość, głupota i wszystkie te wady, o których mowa na kartach Starego i Nowego Testamentu. W przeciwnym razie zawsze będziemy w centrum stawiać siebie i tak jak tamci judeochrześcijanie będziemy chcieli jakiegoś powrotu do czegoś, co było przedtem, ale co stawia Chrystusa na dalszym miejscu. Więc, dobry to czas, abyśmy w tych dniach, tak ważnych dla życia naszej ojczyzny, abyśmy przemyśleli, czym jest Kościół, kim jest Chrystus, który stanowi o jego jedności i jakie jest nasze miejsce i rola w Kościele.

ks. Waldemar Chrostowski

----------------------------------------
* tytuł homilii pochodzi od redakcji;
w tekście spisanym z nagrania,
zachowano styl języka mówionego;
(red.)
----------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl