O CFD AKTUALNOSCI PROGRAM KONTAKT DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  O. Jordan: „Moja modlitwa nie będzie nigdy bezowocna ...


O. Jordan: „Moja modlitwa nie będzie nigdy bezowocna…”
Z dziennika duchowego o. Franciszka Marii od Krzyża Jordana (DD I/170).

 

#ZJordanemKuBeatyfikacji

 

homilia - V Niedziela Wielkiego Postu, 21 marca 2021
Jr 31, 31-34; Ps 51, 3-4. 12-13. 14-15; Hbr 5, 7-9; J 12, 20-33

 

 

„Pan mówi: «Oto nadchodzą dni, kiedy zawrę z domem Izraela i z domem Judy nowe przymierze. (…) I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: Poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie, mówi Pan, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał»” (Jr 31, 31-34).

„Bracia: Chrystus z głośnym wołaniem i płaczem, za swych dni doczesnych, zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają” (Hbr 5, 7-9).

„(…) A Jezus dał im taką odpowiedź: «Nadeszła godzina, aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!» (…)” (J 12, 20-33).

 

Zbliża się beatyfikacja o. Franciszka Marii od Krzyża Jordana, założyciela zgromadzeń zakonnych salwatorianów i salwatorianek, które razem ze świeckimi salwatorianami tworzą dziś Rodzinę Salwatoriańską. Ta okazja sprawia, że czytając teksty biblijne z liturgii staram się być uważny, owszem, na to, co mnie w nich porusza, ale również zadaję sobie to pytanie, na jaki aspekt życia o. Jordana, dziś jeszcze sługi Bożego, ale –Bóg da – od 15 maja br. błogosławionego, one mnie uwrażliwiają. Mam wewnętrzne przekonanie, że w ten sposób Bóg chce mnie, a dziś również i was, przygotować do tego wydarzenia, do beatyfikacji. Dzisiaj takim aspektem, zdecydowanie, jest modlitwa. Fragment z listu do Hebrajczyków, który słyszeliśmy w drugim dzisiejszym czytaniu, zaprasza nas, żebyśmy towarzyszyli Jezusowej modlitwie w kontekście zbliżającej się Męki. Pamiętamy, że kolejni Ewangeliści – Marek, Mateusz, Łukasz i Jan – opowiadają nam modlitwę Jezusa w kontekście Męki; najczęściej jest to ta rozgrywająca się w Ogrójcu. Natomiast również autor listu do Hebrajczyków ukazuje nam Jezusa w tym momencie. Oddajmy najpierw głos o. Jordanowi. Będą to słowa zaczerpnięte z jednej z nauk, którą wygłosił w Domu Macierzystym w Rzymie. Wspomnę tylko, że założyciel nie pozostawił po sobie napisanych przez siebie książek. Pozostał nam po nim skarb, którym jest jego dziennik duchowy, zawierający, jak sam to zaznaczył, sprawy między nim a Bogiem. Pozostały nam po nim również przemówienia dla wspólnoty w Rzymie, ale tylko dzięki temu, że niektórzy ze słuchaczy zaczęli je spisywać i stenografując utrwalili je dla potomnych. Chciałbym zaproponować, byście wyobrazili sobie pięćdziesięcioletniego człowieka, bo słowa, które przytoczę, pochodzą z przemówienia wygłoszonego przez o. Jordana, mającego właśnie pięćdziesiąt lat; zgromadzenie salwatorianów miało siedemnaście lat. 50-letni ojciec zgromadzenia, moglibyśmy powiedzieć, mówi do swoich dojrzewających synów duchowych:

„Dlatego bądźcie ludźmi modlitwy! Módlcie się tak dużo, jak to tylko możliwe. Naśladujcie naszego Boskiego Nauczyciela, który tak dużo się modlił i o którym Pismo Święte mówi: errat pernoctans in oratione. Wiecie, jak Chrystus modlił się na Górze Oliwnej przed swoją męką! Naśladujcie zatem Boskiego Zbawiciela przez to, że staniecie się ludźmi modlitwy, że będziecie modlić się z pokorą, w przekonaniu, że sami z siebie nic nie możecie. Z drugiej jednak strony musicie się modlić, pokładając wielką ufność w Bogu, od którego pochodzi wszelka pomoc. Przez tę ufność oddacie cześć Bogu i skłonicie Go do pomocy! (…) Módlcie się zatem i miejcie przekonanie, że każdy może się stać człowiekiem modlitwy! Nasz czas potrzebuje ludzi modlitwy, na co zda się cała nasza praca i nasze zmagania, mówienie i pisanie, jeśli zabraknie Bożej pomocy? Pamiętajcie: czas poświęcony na modlitwę nie jest stracony; w naszych czasach jest ciągle zbyt mało modlitwy. Jest jej wiele, ale potrzeba jej jeszcze więcej, aby było lepiej! Musimy być zastępem ludzi modlitwy, musimy być przede wszystkim ludźmi modlitwy! Jest bardzo możliwe, że pokorny, być może lekceważony zakonnik, przez swoją modlitwę zdziała więcej niż dziesięciu czy dwudziestu innych. (…) Módlcie się zatem nieustannie. Petite et accipietis [Proście a otrzymacie], to są słowa Boga! Jak często i w jak pięknych słowach Pismo Święte nawołuje nas do modlitwy! Będziemy żałować, gdy kiedyś zobaczymy, co mogliśmy osiągnąć przez modlitwę! We wszystkich swoich sprawach szukajcie pomocy w modlitwie! Powtarzam, niech każdy stanie się człowiekiem modlitwy, niech naśladuje Boskiego Zbawiciela, który spędzał noce na modlitwie!” (przemówienie z kapituły domowej, 15 lipca 1898).

Przyjrzyjmy się więc Jezusowi modlącemu się w kontekście Męki, tak jak Go przedstawia autor listu do Hebrajczyków: „Bracia: Chrystus z głośnym wołaniem i płaczem, za swych dni doczesnych, zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają” (Hbr 5, 7-9). Zwróćmy uwagę na dwa akcenty, które stawia autor listu do Hebrajczyków. Pierwszym jest, tak to sobie nazwałem, ogromne zaangażowanie Jezusa. Jezus modlił się „z głośnym wołaniem i płaczem”, a więc krzycząc i płacząc „zanosił gorące prośby i błagania” do Ojca, który wszystko może. Drugim natomiast akcentem położonym przez autora listu do Hebrajczyków jest posłuszeństwo: „został wysłuchany dzięki swej uległości”. Bracia i siostry, pomyślmy, jakie jest nasze zaangażowanie w modlitwę. Czy zdarza ci się w zaciszu swojego pokoju, w swojej „izdebce”, do której Jezus zaprasza, w trakcie osobistej modlitwy, krzyczeć? A może płakać?

To przypomniało mi słowa, które Johann Baptist Jordan zapisał w swoim dzienniku duchowym mając 27 lat. Rozpoczynał wówczas studia z teologii we Fryburgu w Bryzgowii, a rozpoczynał je z opóźnieniem w stosunku do swoich rówieśników, ponieważ sytuacja materialna rodziny nie pozwoliła na to, by wcześniej mógł podjąć naukę. To były w jego rodzinnej Badenii czasy szalejącego Kulturkampfu, czyli walki z Kościołem. Wystarczy wspomnieć, że Jordan, który święcenia kapłańskie przyjął mając 30 lat, właśnie z powodu ustaw Kulturkampfu nie mógł odprawić Mszy św. prymicyjnej w kościele parafialnym w rodzinnej miejscowości Gurtweil (odprawił ją w niedalekiej Szwajcarii, w przygranicznym Döttingen). Nie mógł w ogóle podjąć posługi kapłańskiej w swej ojczyźnie. Żeby ją pełnić trzeba było złożyć egzamin państwowy, a administrator diecezji, zarządzający diecezją biskup, zabronił księżom jego składania; czego konsekwencją było, że żaden z nich publicznie nie mógł sprawować kultu. I Jordan należał do grona księży, których określono wdzięcznym mianem „wróble”, którzy po święceniach mogli „wyfrunąć” z ojczyzny. Ks. Johann Baptist Jordan ze względu na niesłychane zdolności językowe został przez biskupa wysłany na studia języków wschodnich do Rzymu. I właśnie w klimacie szalejącej walki z Kościołem on, młody student, pisze w swoim dzienniku duchowym: „Nie płaczcie, gdy dzieci tego świata was prześladują, lecz płaczcie dlatego, że one nie znają Pana” („Weinet nicht, wenn euch die Kinder dieser Welt verfolgen, sondern weinet darüber, weil sie den Herrn nicht kennen!” - DD I/3; między 1 i 7 lipca 1875). Przyznam, że od jakiegoś czasu ta notatka przypomina mi wydarzenie z Drogi Krzyżowej Jezusa, kiedy zwraca się On do kobiet nad Nim płaczących: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” (Łk 23, 28). Zwróćmy uwagę na tę konstrukcję: „Nie płaczcie…, ale płaczcie…!”. Jezus naprowadza te płaczące kobiety na źródło Jego Męki. Co jest tym źródłem? Są nim grzechy ludzkości, grzechy Jerozolimy, reprezentowanej przez te kobiety oraz ich dzieci. Jezus zwraca mi uwagę, że tym, nad czym trzeba płakać, rozważając Jego Mękę, jest grzech! Tym, nad czym mam płakać rozważając Mękę Jezusa jest przede wszystkim mój grzech! Drodzy, zapytajmy siebie, kiedy ostatni raz płakaliśmy nad sobą, np. nad swoimi grzechowymi uwikłaniami. Czy moja modlitwa nie jest czasem doświadczeniem łez wylewanych nad swoim uwikłaniem w grzech, z bezsilności i bólu w doświadczeniu powtarzających się upadków? Również młody Jordan naprowadza siebie i nas na sedno problemu. Oczywiście, że prześladowanie, ucisk czy wyszydzanie są problemem. Jest oczywiste, że rodzą w nas łzy, ale o wiele większym problemem, problemem współczesnego świata, jest to, że ludzie nie znają prawdziwego Boga, to znaczy Boga, który jest Ojcem, to znaczy Boga, które daje Życie. Wielu ma wyobrażenie Boga, który im coś zabiera, ciągle im coś zabiera… Nie znają Boga, który daje życie, daje…

Pragnienie, aby wszyscy poznali prawdziwego Boga, będzie „paliło” serce Jordana. Będzie ono bodźcem do założenia zgromadzenia. Takim szczególnym bodźcem do założenia zgromadzenia salwatorianów będą dla niego słowa Jezusa z modlitwy w kontekście Męki, zapisane przez św. Jana: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3). Dlatego przypomnijmy sobie obietnicę, którą słyszeliśmy przed chwilą w czytaniu z księgi Jeremiasza: „Pan mówi: «Oto nadchodzą dni, kiedy zawrę z domem Izraela i z domem Judy nowe przymierze. (…) I nie będą się musieli wzajemnie pouczać, mówiąc jeden do drugiego: Poznajcie Pana! Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie, mówi Pan, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał»” (Jr 31, 31-34). W poznaniu Boga, którego pragnie o. Jordan, nie chodzi jedynie o wiedzę o Bogu. Chodzi o doświadczenie. Bóg mówi za pośrednictwem Jeremiasza, że wtedy Go poznamy, kiedy On odpuści nam grzechy! „Wszyscy (…) od najmniejszego do największego poznają Mnie, (…), ponieważ odpuszczę im występki”. Drodzy, wiedza o tym, że Bóg odpuszcza grzechy; wiedza o tym, że to dokonuje się w konfesjonale, jest ważna, ale sama wiedza nas nie uratuje. Ta wiedza sama nie przywraca życia. Uratuje nas dopiero takie poznanie, które jest doświadczeniem, to znaczy, kiedy klęknę przy kratkach konfesjonału i wyznam grzechy, kiedy zostaną mi one odpuszczone, wówczas naprawdę poznam jedynego prawdziwego Boga, ponieważ we mnie będzie życie, które On daje. Wtedy mogę powiedzieć, że poznałem prawdziwego Boga.

O. Jordan był mężem modlitwy! Usilnie zachęcał najpierw siebie samego do modlitwy, czego świadectwem są notatki z jego dziennika duchowego. Wielokrotnie powtarza się w nim zachęta: „Módl się!” i podobne. Do modlitwy po wielekroć zachęcał też współbraci w słowach, ale najpierw przez przykład. Teraz chcę przytoczyć jedno zdanie z jego dziennika duchowego, które było owocem jego towarzyszenia Jezusowi modlącemu się na Górze Oliwnej. Z jednej z książek, która służyła mu jako pomoc w modlitwie, właśnie z rozważania o Chrystusie na Górze Oliwnej, wynotował sobie najpierw postanowienie: „W moich cierpieniach i smutkach powinienem tylko w Bogu i z Bogiem szukać pocieszenia” (DD I/169), a potem również następującą intuicję: „Moja modlitwa nie będzie nigdy bezowocna, jeśli tylko jest dobrą modlitwą. Albo będzie mi dane to, o co proszę, albo otrzymam jeszcze większe łaski” (DD I/170). Od jakiegoś czasu wracam do tego zdania. Czuję, że jest mi potrzebne. Jest mi potrzebne w zderzeniu z myślą, która od czasu do czasu powraca, myślą ludzką albo pokusą: „I co daje ta twoja modlitwa? Co takiego wydarzyło się jako owoc twojej modlitwy? Jak ona zmieniła ciebie? Jak ona zmieniła świat? Jaki sens ma to, że się modlisz?”. Potrzebuję tego zdania, żeby mnie przekonywało, że albo otrzymam to, o co proszę, albo dane mi będą większe łaski. Są takie właśnie dwie możliwości i nie ma żadnej innej. Jeśli to, o co proszę, według Boga jest dobre, otrzymam to. Natomiast drugą możliwością jest tylko otrzymanie większej łaski, bo Bóg nie daje mniej. Bóg z natury jest nad-obfity! Być może tę notatkę o. Jordan zrobił w klimacie kończącego się okresu Wielkiego Postu. Na to wskazywałoby jej umiejscowienie w jego dzienniku (dwie stronice wcześniej odnotował wydarzenie z niedzieli Męki Pańskiej, z 11 marca 1883 roku, kiedy w Rzymie przyjął imię zakonne „Jan Maria Franciszek od Krzyża” - DD I/168).

Niech to zdanie drąży w nas i przekonuje nas do modlitwy: „Moja modlitwa nie będzie nigdy bezowocna, jeśli tylko jest dobrą modlitwą. Albo będzie mi dane to, o co proszę, albo otrzymam jeszcze większe łaski”. Przyjrzyjmy się Jezusowi, który modli się w Ogrójcu. Skorzystajmy jeszcze z sugestii, które dał o. Pierre Chaignon SJ w rozmyślaniu, z którego o. Jordan zaczerpnął przytoczone słowa. Pokazuje on Jezusa, który nie sili się na jakieś piękne sowa, ale modli się powtarzając te same słowa:

„On modli się wytrwale: Odkupiciel trzykrotnie powtarza swoją prośbę: Oravit tertio, eundem sermonem dicens; On modli się aż do chwili, kiedy ktoś przybędzie, aby Go umocnić. Nie przestanę więc się modlić, ponieważ Bóg nie zmęczy się słuchaniem mnie. - Jego modlitwa została wysłuchana. O ile bowiem Ojciec Niebieski nie zabrał kielicha od swego Syna, to posłał anioła, aby Go umocnić. Po tej niebiańskiej wizycie Jezus jawi się zupełnie inny; jak nieustraszony wychodzi naprzeciw swoich wrogom: Surgite, eamus! Przejdzie przez najokropniejsze udręki, (…) modląc się nawet za swoich morderców; to jest nieskończenie więcej, niż gdyby uniknął śmierci. Również moja modlitwa nigdy nie będzie bezowocna, jeśli dobrze ją wykonam; otrzymam to, o co proszę albo jeszcze większe łaski [Pierre Chaignon SJ „Betrachtungen für Priester oder der Priester geheiligt durch die lebung des Gebetes”, III. Band, Brixen 1871, s. 161-166; tłum. wł.].

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy Jezusa, który wprowadza nas w swój wewnętrzny świat: w to, co przeżywa. Jezus przywołuje najpierw obraz ziarna wrzucanego w ziemię, które jeśli nie obumrze zostanie samo, a jeśli obumrze, wyda plon obfity. I zdaje sobie sprawę, że ten obraz mówi o Nim, a nie o kimś innym. Jezus to przeżywa i dzieli się tym, co przeżywa z uczniami. A jeśli to czyni, to znaczy, że to Jego dzielenie się może nam pomóc. Jezus jako człowiek mówi: „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć?”. Jezus dzieli się lękiem wobec cierpienia, który w nim się pojawia. Doświadcza normalnego odruchu lękowego wobec cierpienia, a nawet ma odruch wycofania się i mówi: „Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny”. Gdyby była taka możliwość, chętnie by się wycofał. „Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę”. Rozpoznaje, że to jest Jego czas, ta chwila życia, w której ma się zaangażować całkowicie. Rozpoznaje wolę Ojca i prosi Ojca o to aby On otoczył siebie chwałą: „Ojcze, wsław imię Twoje!”. Prosi, aby Ojciec został otoczony chwałą przez to, co On, Syn, który stał się człowiekiem, uczyni. Taki proces może się dokonać również w nas. Jezus, - tak to dziś słyszę -, zaprasza mnie i Ciebie: „Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa”. Przez całe lata słyszałem w tych słowach zaproszenie i obietnicę: „Idź za Mną, dojdziesz do nieba!”, natomiast dziś słyszę obietnicę, że jeśli będę wiernie towarzyszył Jezusowi, to proces, który podczas modlitwy dokonał się w Jezusie, będzie dokonywał się również we mnie: od lęku i pragnienia wycofania się przez rozpoznanie woli Bożej aż do prośby o to, by wola Boża się wypełniła poprzez moje życie. „Bądź ze Mną! Towarzysz Mi! A gdzie jestem, tam będziesz i ty!”. W tym słyszę również obietnicę Jezusa dla mnie: „Dojdziesz również do posłuszeństwa Ojcu, jak Ja do niego doszedłem! Jeśli będziesz ze Mną, to na modlitwie od krzyku i płaczu dojdziesz do posłuszeństwa Ojcu!”. Przemiana, jaka wydarzyła się w Jezusie w czasie modlitwy w kontekście Męki, może się wydarzyć również we mnie i w Tobie! Zakończę zachętą ojca Franciszka Marii od Krzyża Jordana:

„Zagłębcie się zatem w cierpienia Boskiego Zbawiciela, idźcie na Golgotę i na Górę Oliwną. Módlcie się, aby Bóg posłał wam anioła, który was umocni! Proście dobrego Boga, aby dał wam siłę, która jest konieczna, tak aby o każdym z was można było powiedzieć: Był posłuszny aż do śmierci – i in pace erit memoria eius” (przemówienie z kapituły domowej, 23 marca 1894).

PSz

 

O. Jordan: „Macie głosić Chrystusa Ukrzyżowanego”
[ #ZJordanemKuBeatyfikacji - III Niedziela Wielkiego Postu - 7 marca 2021 ]


„Kładę Wam na sercu. Rekolekcje z ojcem Franciszkiem od Krzyża Jordanem”
[ Wydawnictwo Salwator, Kraków 2021 ]


ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl